Jeżeli jesteś kobietą to nie czytaj tego tekstu. A skoro już czytasz, to miej świadomość (podobnie jak ja ją mam), że o facetach można by było napisać podobny tekst.
Pracuję w zespole składającym się z osobników obu płci z babską przewagą. Przewaga płci pięknej jest duża nie tylko w naszym zespole ( na 15 kobiet przypada 4 facetów) ale i w całym zakładzie bo taka już jego specyfika. Zastanawiam się, z kim się lepiej pracuje. Z kobietami czy facetami?
Współpracuję dwa lata z tą ekipą. Ogólnie dziewczyny są pracowite, uśmiechnięte i zazwyczaj pomocne. Na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku. Pracować w zakładzie, gdzie rządzą kobiety nie jest aż takie złe. Zastanawiam się więc, dlaczego, ja – facet - (czasem musze sobie to powtarzać) po całym tygodniu pracy dostaje po prostu pizdy pod oczami?
Powodów jest mnóstwo:
Punkt pierwszy fochy
Przynajmniej jedna w dowolnym dniu ma focha. A to ze względu na okres, lub jego brak, z okazji sprzeczki z mężem, kochankiem, lub z powodu tego, że musiała przyjść do pracy, albo, że tej pracy nie ma.
Punkt drugi gadulstwo
W pracy można rozmawiać o wszystkim. Przez cały tydzień ja – facet – (czasem muszę sobie to powtarzać) rozmawiam z moimi koleżankami o lekarzach, gotowaniu, farbach do włosów, sklepach z bluzkami za 15 zł i kosmetykach. Zastanawiam się razem z moimi koleżankami, co jest zdrowsze: masło czy margaryna?
Punkt trzeci plotkowanie
Plotkują na temat wszystkich. Zaczynają od koleżanki z boku, która właśnie wyszła na papierosa a kończą na Krystynie z sekretariatu i Pawle Małaszyńskim. Ja – facet – (czasem muszę sobie to powtarzać) mam oczy szeroko otwarte żeby móc plotkować z koleżankami.
Punkt czwarty zbytnia emocjonalność.
Obraziła się kiedyś na was baba? Ja – facet – (czasem muszę sobie to powtarzać) w komórce mam zapisany utwór zespołu DKA “Wybacz proszę”. Włączam i już…bez tego całego pieprzenia – raczej działa. Nie krytykować, nie pouczać a już broń mnie Panie Boże starszej stażem. Kiedyś o paniach powiedziałem „stare wyjadaczki….”. W miejscu kropek stawiłem nazwę zakładu, w którym pracujemy. Kurwa jak się obraziły!!! Dzwonek w komórce nie pomógł.
Punkt piąty konfliktowość.
Doznałem szoku cywilizacyjnego, gdy jedna z koleżanek poszła do biura skarżąc się, że na stanowisku pracy znalazła kawałek surowego makaronu z zupki chińskiej. Ja –facet – (czasem muszę sobie to powtarzać),doznałem kolejnego szoku, kiedy kierowniczka zrobiła z tego powodu zebranie.
Punkt szósty upierdliwość.
Czasami można i trzeba zastosować system: „albo coś jest białe albo czarne”. Kobieta tak do sprawy podejdzie, że ja – facet – (czasem muszę to sobie powtarzać) – gubię się po drugiej kropce.
Nie twierdzę, że w pracy trzeba tylko tyrać, a rozmawiać o fryzjerach poza zakładem pracy. Ale do jasnej cholery, co mnie obchodzi, kolejna opowieść o nieudanej fryzurze.
Przez te dwa lata pracy wśród kobiet nauczyłem się kiedy mam milczeć a kiedy przytaknąć i udawać głupiego.
I na koniec kilka zdań dla wtajemniczonych:
„To nas tu o mało nie wykastrowali a ty cyganie będziesz sobie cycki przyprawiał?!”
- przerażające jest to, że cześć tego babskiego świata traktuje mnie jak swoją siostrę i nie zauważają, że jestem facetem. Do zdania: „Cześć dziewczyny…”, albo „Słuchajcie dziewczyny…” już się przyzwyczaiłem.
„Przepraszam bardzo, my chcieliśmy się widzieć z dyrektorem tego ośrodka”.
- poskarżyć się nie ma komu; mój kierownik to kobieta!
“Ja tu widzę niezły burdel!”
-seks to oczywiście temat numer jeden; koleżanki z pracy niejednego uświadomią!!!
“Zastałem Jolkę?”
- do 18 na pewno!!!
“No chodź, chodź. Grzeczny odkurzacz, a jaką ma ładną panią…”
- czasami widzę faceta na korytarzu i widzę ten sam strach w jego oczach co u mnie
“Żeby tak chłop z gołą babą w windzie nie mógł…”
- winda to miejsce w zakładzie, gdzie najbardziej budzą się moje męskie fantazje i zapominam o tym co napisałem wyżej
“Nas, bohaterów! Prądem?!”
- to, że jesteśmy rodzynkami, przywilejów nie daje; dodatki też nam ucinają
„No kurwa mać!!!”
- i znowu reklamacja
„Ciemność widzę, ciemność!”
- gdyby tak można było się tłumaczyć…
„Eee tlenu jej zabrakło, no Albercik, nie krępuj się, usta, usta”
- tak - pod warunkiem że to nie Łata!
“Jutro też wam uciekniemy” – hehehe
- kocham piątek!