Nie było mnie na blogu kilka miesięcy. Nieobecność związana jest ze zmianą miejsca zamieszkania. Mieszkam i pracuje teraz w stolicy dolnegośląska.
Z Badera ciężko było odejść, ale perspektywa mieszkania w dużym mieście zwyciężyła.
Nie było mnie na blogu kilka miesięcy. Nieobecność związana jest ze zmianą miejsca zamieszkania. Mieszkam i pracuje teraz w stolicy dolnegośląska.
Z Badera ciężko było odejść, ale perspektywa mieszkania w dużym mieście zwyciężyła.
Nazwałem to Henilizmem. Co to takiego?
Henizlim to głoszenie Słowa Bożego w każdym miejscu i w każdej sytuacji.
Ale po kolei….
Schodząc ze zmiany przed wyjściem z zakładu, odwiedzam szatnię. Szatnia jest bardzo mała a szafek dużo. Dlatego zachować trzeba maksymalnie dużą ostrożność, by kogoś nie szturchnąć w nieodpowiednim miejscu a w konsekwencji nie dostać lampy pod oczy. Ostrożnym trzeba być, a przy tym wystarczająco szybkim, bo za chwile wchodzi pracownik, który pisząc wprost śmierdzi.
O czym my faceci gadamy w męskiej szatni, zmieniając spodnie, przy ograniczonych ruchach i w smrodzie wychodzącym od jednego z nas? Przeważnie nabijamy się z Henia!
Heniu to praktykujący do bólu katolik, który ciągle i wszędzie afiszuje się ze swoją wiarą. Nie przeszkadza mu to jednak być wścibskim, chamskim i złym. To po prostu moherowy beret, który wszędzie widzi ekipę TVN-u. Heniu przebiera się koło mnie i też śmierdzi, tyle że francuskimi perfumami przywiezionymi z pielgrzymki do Lourdes.
Kiedyś wchodząc do toalety, napotkałem sikającego Henia i myjącego dłonie kolegę. Heniu stał przy pisuarze, trzymał w ręku fiuta i uświadamiał kolegę słowami: Pamiętaj, że Bóg jest cierpliwy i że czeka na każdego…
Pierwszy raz widziałem i słyszałem, żeby ktoś głosił Słowo Boże przy pisuarze!
I taki właśnie jest Heniu. Nie ważne, gdzie i jak – ważne, żeby o Bogu.

Na wcześniejszych imprezach integracyjnych było fajne. Teraz czas przyszedł na integracyjną wycieczkę. Z wycieczki zakładowej zrobiła się wycieczka rodzinna, bo wybrali się z nami synowie i córki, mężowie, bracia i kochankowie. Ludzi sporo. Sporo też było deszczu, wiatru, chłodu i mgły. Mimo tych niedogodności jestem mile zaskoczony atmosferą na szlakach. Było naprawdę fajnie. Karpacz, góry, Śnieżka, sprawiły, że poczułem w płucach życie. Po długich miesiącach w pracy, na uczelni, w dojazdach przyszedł czas w końcu na relaks. Na relaks aktywny z dala od zadymionych sal dyskotekowych.
I właśnie przyszedł mi do głowy jeszcze jeden fakt. Czas chyba skończyć z określeniem – integracyjna - impreza, czy wycieczka. Ta ekipa czy grupa integrować się już nie musi. Wydaje mi się, że nauczyliśmy się siebie na tyle by móc normalnie razem funkcjonować. Także następnym razem też wybieramy się na wycieczkę – po prostu na wycieczkę.
I krótka historia z szlaku. W chodzę w schronisku do toalety. Widzę dwa pisuary, ale jakieś dziwne. Coś jest nie tak jednak jeszcze nie wiem co. Podchodzę do pierwszego przymierzam się, łapie za rozporek. Widzę już, co jest nie tak. Pisuar, przy którym stoję jest za wysoko. Musiałbym lać chyba nie palcach. Po chwili namysłu myślę – nie dam rady i podszedłem do drugiego niższego pisuaru. Sikając zastanawiam się, o co chodzi. Przecież nie jestem niski. Już przed schroniskiem opowiadam koledze, że pierwszy raz spotkałem się z tym, że pisuary umocowane są na różnych wysokościach. Na to kolega: - A to nie była umywalka do rąk!?
Odwiedził mnie dziś kumpel. Jakiś taki mizerny, zaspany – coś jak śpiąca królewna, która czekając na konia… znaczy się – na księcia na koniu, budzi się od czasu do czasu, by się masturbować. Włosy miał jak u szaleńca, który zabarykadował się w sklepie z bielizną, co chwile wychylając się i wrzeszcząc: „Nigdy się nie poddam”. Zarost miał wczorajszy, niczym dwutygodniowy trawnik. Na szczęście jego zarost nie był zielony, bo inaczej zacząłbym się bać. Zapytałem go, czy zdaje sobie sprawę, że dziś Boże Ciało. Wypadałoby, chociaż w połowie zachować odpowiedni wygląd – pomyślałem nie wypowiadając już tego zdania głośno, co było chyba błędem, bo nie zrozumiał, że właśnie pije do jego wyglądu.
- Nie chciało mi się iść na procesje – odpowiedział.
Przecież ty nie wiesz gdzie jest kościół – pomyślałem i także tym razem powstrzymałem się od użycia mowy. Widać było, że albo ma poważny problem, albo poważne zaległości w spaniu. Chociaż jedno nie wyklucza drugiego.
Problemu poważnego jak się okazało nie miał. Jedyny problem miałem ja, dziwiąc się z powodu jego wyglądu. Po prostu facet czasami musi wyglądać jak szaleniec w sklepie z bielizną, a bardziej zaparci jak żule po zamknięciu sklepu spożywczego, których przy życiu trzyma tylko jeden fakt – że jutro na nowo sklep spożywczy otworzą.
Dziś, więc Paweł wyglądał właśnie jak taki żul – i tyle.
Pogadał, wypił kawę i wyszedł.
Boże Ciało to kolejny dzień, w którym nie zrobimy zakupów. To już czwarty majowy dzień, w którym obowiązuje zakaz handlu. Czynne będą jedynie niewielkie rodzinne sklepiki – i stacje benzynowe.
Nie będę pracował także ja. Drugi – długi – weekend w maju to dopiero coś!
W piątek wycieczka integracyjna do Karpacza. Jedziemy oczywiście starą sprawdzona ekipą, chociaż tym razem, zaproszenie do udziału na górską wyprawę dostali wszyscy. Ci, którzy nie mieli jechać wyczuli to i zaproszenia dyplomatycznie nie przyjęli. Bardzo ciekawy zabieg. Wystosować zaproszenie do wszystkich doskonale wiedząc, że osoby “nietrawione” znają swoją miejsce w łańcuchu zakładowym i te zaproszenie odrzucą.
To przebiegły plan!
W ten sposób my, jako grupa, jesteśmy dobrzy i wspaniali, bo przecież potrafimy odłożyć wszystkie krzywdy i zniewagi na drugi plan próbując zintegrować całą grupę. A że część osób nie życzy sobie integracji to przecież nie nasza wina. Czapki z głów!
Włączyłem dziś telewizor. W związku z tym, że jestem uzależniony od informacji kanał, jaki wybrałem to oczywiście tvn24. Po pięciu minutach „chuj mnie strzelił”. Pokazywali nowe mieszkania wybudowane gdzieś tam w Polsce. Poczułem tzw. „zazdrość mieszkaniową”, czyli zawiść, jaka budzi się u młodych i niezamożnych ludzi w obliczu przerażającej statystyki mieszkaniowej.
Na dziś to tyle!
Ostatnie dni przyniosły ze sobą kilka ciekawych rozwiązań. Moja praca licencjacka została dopuszczona przez promotora do druku, co zaskoczyło nawet mnie. Na miesiąc przed ostatecznym terminem złożenia w dziekanacie gotowej pracy ja postawiłem ostatnią kropkę. A jeszcze miesiąc temu zastanawiałem się, komu zlecić napisanie tej dyplomówki. Inni mieli miej szczęścia. Promotor na pracy kolegi napisał dużymi literami: SKANDAL!
W zakładzie pracy też ciekawie. Świeżynka ( ta od mobbingu ) nie pracuje już u nas. „Przyjacielski” klimat okazał się na tyle przyjacielski, że nowa na statku KaJot wypadła za burtę. Pierwszy raz zaobserwowałem jak jedna kobieta uknuła i wprowadziła w życie plan pozbycia się z otoczenia innej kobiety. Plan wypalił – temat skończony!
To jednak nie koniec roszad na KaJocie. Wszystkich chyba zelektryzowała wiadomość, że wraca do nas „blondyna”, która 3 miesiące temu zrezygnowała z pracy w Polsce i wyjechała do Luksemburga. Powrót do tej samej firmy i na te same stanowisko jest możliwy tylko dlatego, że blondyna nie spaliła za sobą mostów pozostawiając po sobie miłe wspomnienia.
(Jak wróci to karze jej oddać prezent, który dostała od nas na pożegnanie).
A dziś ciężki dzień. Do południa nie było prądu, więc umyłem się w zimnej wodzie a ogoliłem po ciemku. Drugą część dnia spędziłem w pracy, gdzie zabójcza wysyłka spowodowała, że na koniec dnia stałem się wrakiem człowieka. Chociaż nie na tyle skoro jeszcze stukam w klawiaturę.
Osoba, która uczyniła wiele złego teraz odczuwa to samo zło tyle, że na sobie. Niektórzy mówią “zasłużyła”.
Zastanawiam się, więc dlaczego pojawiło się we mnie współczucie dla złej osoby?
Współczucie, które chciałem zagłuszyć obrazkami ludzi, których ta osoba skrzywdziła. Pomogło na chwilę, ale zaraz po tym oprócz współczucia pojawiły się także wyrzuty sumienia. Wywołane tym, że nie byłem w stanie podać ręki osobie, która cierpi. Dlaczego? Bo była zła? Czy może by nie narazić się reszcie grupy? I w końcu ostatnie pytanie być może najważniejsze i od którego należałoby zacząć – czy tej osobie należy się jakiekolwiek współczucie i pomoc?
Trochę filozoficznie dzisiaj … też dziwne, bo miałem pisać o seksie… a tu świstak siedzi i aksjologie uprawia.
Co nazywam lotnym sikaniem?
- Spacer z psem w sytuacji gdy mi się spieszy. Filip puszcza mocz już w momencie zaliczenia pierwszych stopni na klatce schodowej. Gdy jestem przed wejściem do bloku, sika już niczym strażak w śmigus dyngus, od czasu do czasu szukając łapami jakiegoś podłoża. Po 3 minutach Filip walczy ze swoim pęcherzem, próbując zatrzymać mocz, bo przecież już dawno jest w mieszkaniu.
I to jest główny powód dla którego…”nigdy więcej psa w mieszkaniu”.
Problemów z psami trzymanymi w blokach z wielkiej płyty jest więcej. Na forum internetowym Józef opisał taką sytuację:
“Posiadam psa sznaucera średniego i bardzo złośliwego sąsiada, byłego pułkownika wojska, który podał mnie do straży miejskiej karkowa z art. 51 KW o zakłócanie porządku i spokoju publicznego oraz spoczynku nocnego co jest ewidentnym kłamstwem – jak z tego wybrnąć? Jestem emerytem, od 1.07. podjąłem pracę i może przez okres 2 tygodni mój pies będąc sam w domu trochę popłakiwał w godz. 7.00-15.00(dawałem mu przez 1 miesiąc środki uspakajające od lekarza weterynarza), obecnie się uspokoił, w godzinach popołudniowych i nocnych przebywa z moją rodziną i nawet nie szczeka, nie mówiąc już o zakłócaniu ciszy nocnej. Sąsiad był już karany za wyrzucaniu zatrutego jedzenia i zatrucie psów i kotów na osiedlu, jest osobą nie potrafiącą żyć w normalnym społeczeństwie, przeszkadzała mu piaskownica i ławki pod blokiem bo bawiły się dzieci, przeszkadzają mu budki lęgowe dla ptaków bo ptaki śpiewają rano, mam świadków sąsiadów, że pies im nie przeszkadza i jego pomówienie jest nieprawdziwe, jak to załatwić prawnie żeby się odczepił. ”
Odpowiedzi internautów były dwie, ale za to dość zaskakujące:
“ nie komentując innych zachowan sąsiada – w tym przypadku jednak facet ma rację.
to , ze części sąsiadów nie przeszkadza , że pies wyje od 8-15.00 to ich sprawa… zresztą nie wszyscy muszą slyszeć bo np. po pierwsze część jest w pracy ,częśc może mieszkać na tyle daleko (kilka pięter wyżej , niżej), że faktycznie nie słychać…
Facet ma prawo wzywać patrole Policji i straży miejskiej bo wycie psa przez taki okres czasu (kilku godzin) wyczerpuje znamiona tego wykroczenia… może również sam wystapić z wnioskiem do Sądu Grodzkiego o ukaranie pana…”
“Człowiek chce mieć prawo do spokoju i w związku z tym takie zachowanie sąsiada.Trzymanie tylu psów w bloku to lekka przesada. U mnie w bloku jest około 40 psów. Przed blokiem na trawniku i chodniku jedno wielkie gówno. To jest chore. Jestem za trzymanie zwierzątka w mieszkaniu, ale nie psa. Pies jest udomowiony dla innych celów.Proszę zamienić tego psa na szczurka, myszki, które nie będą tak tęsknić jak właściciela nie będzie w domu, a emerytowany pułkownik będzie miał spokój!”
Wchodząc do toalet w dużych hipermarketach zawsze doznawałem obrzydzenia. Dziwiło mnie, że nikt nie dba o to żeby było czysto. Nawet w miarę czysto. W tych „kiblach” jest po prostu syf. Jakby powiedziała to moja babcia – “po trzykroć syf”.
Oświecił mnie kolega, mieszkający we Wrocławiu, gdzie hipermarketów jak wiemy jest sporo. Otóż taka toaleta w TESCO, AUCHAN lub innym hipermarkecie służy bezdomnym do kąpieli. Myślę – niemożliwe! A jednak. Kumpel wchodząc, któregoś miłego popołudnia do “hipertoalety” natknął się przy zlewie na wpół gołego kloszarda, który jeszcze narobił krzyku, że ten mu przeszkadza w kąpieli.
Po krótkim zdziwieniu na słowa kolegi tym razem sam się oświeciłem. Jakiś czas temu miałem napisać projekt socjalny na zaliczenie. Nie mogłem znaleźć problemu. A tu problem nagle jest. Łaźnie dla bezdomnych. Bo niby gdzie taki bezdomny ma się umyć? Każdy myśli, że jak bezdomny to myć się nie musi. Nie myją się, bo nie mają gdzie. Dlatego można by stworzyć miejsca odnowy fizycznej dla takich ludzi. Przedmiot już dawno zaliczyłem, więc pomysłu nie wykorzystam a na pewno zrobiłby furorę na ćwiczeniach.
Swoją drogą ciekawe, kto był bardziej zdziwiony…kloszard czy kolega??