Cejrowski jeszcze jakiś czas pozostanie naszym rodakiem.

 Już zapomniałem jak w ubiegłym tygodniu po raz kolejny wywołał ogólnonarodową debatę. Oświadczył, że zrzeka się polskiego obywatelstwa na rzecz ekwadorskiego, a Unię Europejską wyśmiał nie bacząc na najnowszy sondaż, z którego wynika, że Polacy już w ponad 80 procentach zauważają korzyści płynące z członkostwa w tej organizacji. Zapomniałem, ale dziś sobie przypomniałem oglądając wywody Cejrowskiego na temat demokracji, parlamentaryzmu i podatków. Cieszyli się antagoniści Cejrowskiego, że gdy pozbawi się polskiego obywatelstwa nie będzie głosił już lawiny bzdur. Niestety jak pisze Newsweek jeszcze przez jakiś czas ten „publicysta” zostanie naszym rodakiem. Zostanie, dlatego że do życia potrzebuje nie tylko yerba mate, którą pije wszędzie i non stop wkurwiając przy tym nawet mnie, ale również publiczności.

Wracając do wyżej wspomnianych wywodów członka Królewskiego Towarzystwa Geograficznego na temat demokracji. Cejrowski znowu wywołał białą gorączkę u zwolenników politycznej poprawności. Podobnie jak wcześniej Unię Europejską, tym razem wyśmiał demokrację, chwaląc przy tym dyktaturę Pinocheta. I o ile wcześniej próbowałem zrozumieć Cejrowskiego, tak teraz przyłączam się do jego zdecydowanych przeciwników.

Demokracja nie jest najlepszym systemem, ale tak jak napisałem w pewnym komentarzu – Cejrowski nie zaproponował nic lepszego. Chwali dyktaturę Pinocheta – ma prawo – świadczy to tylko o tym, że nie do końca odrobił lekcję historii. Na swoją drugą ojczyznę wybiera Ekwador, gdzie ponad 80 procent ludności żyje w ubóstwie z powodu nieudolnych rządów i korupcji. Widocznie w systemie dyktatorskim na tle Ekwadorczyków będzie czuł się „bogatszy” niż w demokracji. Niestety tak jak pisał Newsweek – Cejrowski potrzebuje publiczności do życia, więc gdy mu się znudzą ekwadorskie niziny, wróci do Polski żeby po raz kolejny udowadniać jak bardzo nie znosi nas Polaków, naszej kuchni, kultury i klimatu.

Napisz odpowiedź