Archiwum dla życie

Albercik,wychodzimy!

Posted in Bez kategorii ze znacznikami, , , , , , , , , on maj 1, 2008 by qucios

Jeżeli jesteś kobietą to nie czytaj tego tekstu. A skoro już czytasz, to miej świadomość (podobnie jak ja ją mam), że o facetach można by było napisać podobny tekst.

Pracuję w zespole składającym się z osobników obu płci z babską przewagą. Przewaga płci pięknej jest duża nie tylko w naszym zespole ( na 15 kobiet przypada 4 facetów) ale i w całym zakładzie bo taka już jego specyfika. Zastanawiam się, z kim się lepiej pracuje. Z kobietami czy facetami?

 

Współpracuję dwa lata z tą ekipą. Ogólnie dziewczyny są pracowite, uśmiechnięte i zazwyczaj pomocne. Na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku. Pracować w zakładzie, gdzie rządzą kobiety nie jest aż takie złe. Zastanawiam się więc, dlaczego, ja – facet - (czasem musze sobie to powtarzać) po całym tygodniu pracy dostaje po prostu pizdy pod oczami?
Powodów jest mnóstwo:

Punkt pierwszy fochy

Przynajmniej jedna w dowolnym dniu ma focha. A to ze względu na okres, lub jego brak, z okazji sprzeczki z mężem, kochankiem, lub z powodu tego, że musiała przyjść do pracy, albo, że tej pracy nie ma.

Punkt drugi gadulstwo

W pracy można rozmawiać o wszystkim. Przez cały tydzień ja – facet – (czasem muszę sobie to powtarzać) rozmawiam z moimi koleżankami o lekarzach, gotowaniu, farbach do włosów, sklepach z bluzkami za 15 zł i kosmetykach. Zastanawiam się razem z moimi koleżankami, co jest zdrowsze: masło czy margaryna?

Punkt trzeci plotkowanie

Plotkują na temat wszystkich. Zaczynają od koleżanki z boku, która właśnie wyszła na papierosa a kończą na Krystynie z sekretariatu i Pawle Małaszyńskim. Ja – facet – (czasem muszę sobie to powtarzać) mam oczy szeroko otwarte żeby móc plotkować z koleżankami.

Punkt czwarty zbytnia emocjonalność.

Obraziła się kiedyś na was baba? Ja – facet – (czasem muszę sobie to powtarzać) w komórce mam zapisany utwór zespołu DKA “Wybacz proszę”. Włączam i już…bez tego całego pieprzenia – raczej działa. Nie krytykować, nie pouczać a już broń mnie Panie Boże starszej stażem. Kiedyś o paniach powiedziałem „stare wyjadaczki….”. W miejscu kropek stawiłem nazwę zakładu, w którym pracujemy. Kurwa jak się obraziły!!! Dzwonek w komórce nie pomógł.

Punkt piąty konfliktowość.

Doznałem szoku cywilizacyjnego, gdy jedna z koleżanek poszła do biura skarżąc się, że na stanowisku pracy znalazła kawałek surowego makaronu z zupki chińskiej. Ja –facet – (czasem muszę sobie to powtarzać),doznałem kolejnego szoku, kiedy kierowniczka zrobiła z tego powodu zebranie.

Punkt szósty upierdliwość.

Czasami można i trzeba zastosować system: „albo coś jest białe albo czarne”. Kobieta tak do sprawy podejdzie, że ja – facet – (czasem muszę to sobie powtarzać) – gubię się po drugiej kropce.

 

 

Nie twierdzę, że w pracy trzeba tylko tyrać, a rozmawiać o fryzjerach poza zakładem pracy. Ale do jasnej cholery, co mnie obchodzi, kolejna opowieść o nieudanej fryzurze.

Przez te dwa lata pracy wśród kobiet nauczyłem się kiedy mam milczeć a kiedy przytaknąć i udawać głupiego.

I na koniec kilka zdań dla wtajemniczonych:

 

 

„To nas tu o mało nie wykastrowali a ty cyganie będziesz sobie cycki przyprawiał?!”

- przerażające jest to, że cześć tego babskiego świata traktuje mnie jak swoją siostrę i nie zauważają, że jestem facetem. Do zdania: „Cześć dziewczyny…”, albo „Słuchajcie dziewczyny…” już się przyzwyczaiłem.

 

„Przepraszam bardzo, my chcieliśmy się widzieć z dyrektorem tego ośrodka”.

- poskarżyć się nie ma komu; mój kierownik to kobieta!

 

 “Ja tu widzę niezły burdel!”

-seks to oczywiście temat numer jeden; koleżanki z pracy niejednego uświadomią!!!

 

“Zastałem Jolkę?”

- do 18 na pewno!!!

 

“No chodź, chodź. Grzeczny odkurzacz, a jaką ma ładną panią…”

- czasami widzę faceta na korytarzu i widzę ten sam strach w jego oczach co u mnie

 

“Żeby tak chłop z gołą babą w windzie nie mógł…”

- winda to miejsce w zakładzie, gdzie najbardziej budzą się moje męskie fantazje i zapominam o tym co napisałem wyżej

 

“Nas, bohaterów! Prądem?!”

- to, że jesteśmy rodzynkami, przywilejów nie daje; dodatki też nam ucinają

 

„No kurwa mać!!!”

- i znowu reklamacja

 

„Ciemność widzę, ciemność!”

- gdyby tak można było się tłumaczyć…

 

„Eee tlenu jej zabrakło, no Albercik, nie krępuj się, usta, usta”

- tak - pod warunkiem że to nie Łata!

 

“Jutro też wam uciekniemy” – hehehe

- kocham piątek!

 

M jak Mobbing

Posted in Bez kategorii ze znacznikami, , , , , , , on kwiecień 23, 2008 by qucios

 Każda praca może być przyjemna, jeśli panuje w niej przyjacielski klimat. Koszmarem może okazać się natomiast nawet najlepsza praca – jeśli ciągle będziemy poddani w niej presji i zastraszaniu.

W mojej pracy pojawił się nagle temat mobbingu. Na szczęście to nie szef przyczynił się do ożywionej debaty (mobbingu nie stosuje), tylko nasza nowa koleżanka. W poprzedniej pracy okazała się mobberem. A że „smród” ciągnie się za człowiekiem przez całe życie, szybko zorientowaliśmy się, z kim mamy do czynienia. Koleżanka (była dyrektorka) została sądownie pozbawiona pacy i możliwości działania na tym stanowisku w przyszłości.

Mając w swoim „stadzie” osobę, która nie tak dawno uporczywie i długotrwale nękała i zastraszała takich samych pracowników jak my, budzi w nas duży niesmak i pogardę. Nie tylko dla niej samej, ale także dla osób, które znając jej przeszłość, pozwoliły by taka osoba znalazła się w naszym środowisku. Widocznie nie tylko szeroką gębę, ale i plecy posiada.

A że i u nas są osoby, które potrafią krzyczeć to teraz my zafundujemy jej „przyjacielski klimat”.

 

Boga zatrudnię

Posted in Bez kategorii ze znacznikami, , , , , , , on kwiecień 20, 2008 by qucios

 W Azji nie musisz być księgowym. Możesz przyjąć jedną z wielu niecodziennych ofert pracy. Jedną z nich jest posada swata dla mułów. W Bangladore na południu Indii mieszkańcy dzielnicy Magadai wierzą, że zaręczyny mułów są znakomitym środkiem przeciw suszy. Specjalnie wyznaczona osoba odczytuje święte formuły oraz namaszcza odświętne ubrane zwierzęta toksycznym cynobrem oraz kurkumą. 

Każda praca przynosi satysfakcję, o ile ma się odpowiednie kwalifikacje. Nie miał ich zatrudniony przez wiele lat w Osace nauczyciel matematyki, który – jak się w końcu okazało – sam nie umiał liczyć. Dyrektor szkoły polecił temu 45-latkowi rozwiązać test, które zdają dzieci pragnące dostać się do placówki. 70 procent błędnych odpowiedzi położyło kres dalszej karierze nauczyciela. 

A skoro nie ma sensu starać się o pracę, o której nie ma się najmniejszego pojęcia, trzeba sobie szczerze odpowiedzieć na pytanie: czy nadaję się na bóstwo? „Praca dla ambitnych, którzy chcieli by przyjąć posadę Żyjącego Boga. Doświadczenie niekonieczne. Szkolenie gratis. Wszechwiedza będzie atutem”. Tak oto posadę Żyjącego Boga oferowane swego czasu w świątyni Bibuhiti Bhavan w Lucknow w Indiach. Przyjął ją dziewięcioletni Sujeet Kumar Pandey z Dhanbad.

- nigdy nie słyszałem, żeby się głośno śmiał czy chichotał w charakterystyczny dla dzieci sposób.

- jest idealnym kandydatem o powściągliwym sposobie bycia – wspomina człowiek przygotowujący chłopca do nowej roli. Dziecko uczyło się nie tylko matematyki, sanskrytu i angielskiego, lecz również uczęszczało na zajęcia teatralne, by w pełni przyswoić sobie wizerunek wszystkowiedzącego i wszystkowidzącego bóstwa. Chłopiec spędził też wiele czasu na swoich ślubach. Żenił się już dziesięciokrotnie.

Jeśli nie odpowiada nam i taka posada, możemy zastanowić się nad stanowiskiem, które zajmował Severino Calvez Jr. Przez długi czas zastępował on cały wydział ruchu drogowego na filipińskiej wyspie Batan. Ze względu na ograniczony budżet sam jeden wystawiał prawa jazdy, rejestrował samochody, ścigał piratów drogowych itp. To jego wielu uznałoby za Żyjącego Boga. <źródło>